wtorek, 13 czerwca 2017

Rozdział XIII: Dziedzictwo i Mitologia



Gdy dochodzę do internatu, czuje się niesamowicie zmęczona. Jest już po pierwszej w nocy. Chłodne powietrze mierzwi moje wilgotne włosy, a ja wciąż zastanawiam się nad Jules. Dlaczego siedzi w tej sprawie po uszy? To już staje się męczące. Myślę o Aleksynie, o mamie. W pierwszej chwili mam wrażenie, że coś się rozjaśnia, teraz jednak wiem tylko, że ciemność coraz bardziej mnie pochłania, a pytania mnożą się w nieskończoność. To jeszcze bardziej mnie przybija. Wchodzę do pokoju zziajana i szybko zdejmuję przemoczone trampki. Rzucam je niedbale w kąt i czesząc palcami włosy, przechodzę rzucam się na łóżko, nie dbając o chrapiącą obok Curt. Po kilku minutach gapienia się w sufit postanawiam jednak opuścić pokój i zająć miejsce przed kominkiem w salonie. Ciepło paleniska powinno dobrze mi zrobić. Drewno pewnie będzie się palić przez najbliższe godziny, więc to idealne miejsce, by ogrzać stopy. Zagaszam światło w pokoju i w tej samej chwili przekręcam klamkę. Od razu wytrzeszczam wzrok. Na progu stoi Ash. Jego twarz nie ma żadnego wyrazu. Nie uśmiecha się, ale też nie jest wkurzony. Pierwszy raz widzę taką mieszankę apatii i niepokoju.
— Ellen — słyszę jego poważny głos. Pokazuję mu dłonią, by wszedł do pokoju, jednak on potrząsa głową i gestem dłoni sugeruje bym poszła za nim. W ciszy przechodzimy przez korytarze internatu i podziemi. Nawet, gdy potykam się na schodach, nie słyszę od niego żadnej ironicznej uwagi. Wkrótce znajdujemy się w części mieszkalnej chłopców. Ash prowadzi mnie do swojego pokoju. Po drodze nic nie mówi, nie wyjaśnia, nawet na mnie nie patrzy. Coś się zmieniło. Coś jest nie tak.
— Dlaczego zniknąłeś na prawie siedem dni i nic nie powiedziałeś? — odzywam się z pretensją, gdy Ash zamyka drzwi do swojej sypialni. Po Victorze nie ma ani śladu.
— Posłuchaj... Miałem coś do załatwienia...
— ...Miałem coś do załatwiania? Miałem coś do przekazania? Coś do sprawdzenia?  — Ironizuję. — Proszę cię, Rowley nie chrzań mi już! — podnoszę głos, nie myśląc o tym, że jest środek nocy i każdy może mnie usłyszeć. Cisza nocna to jedno, ale dziewczyna w skrzydle męskim to byłby poważniejszy problem dla pedagogów. — Każdy wciska mi kit od samego początku. Ale ja już wszystko wiem. — Gram na zwłokę, licząc, że sam wyjawi mi więcej. — Zabrali ją, została porwana i ma mało czasu — głos mi się lekko załamuje, mimowolnie czuję wzrastający ucisk w gardle. 
— Skąd ty… — Ash wydaje się być zaskoczony i robi krok w moim kierunku.
— Ja ją znajdę! Dowiem się! — wykrzykuję niewyraźnie, a po mojej twarzy zaczynają spływać łzy.
— Uspokój się, Ellen… — Podnosi dłonie do góry. Podchodzi do mnie i przygarnia lekko w swoje ramiona. Czuję, że mam oparcie, że ktoś podtrzymuje mnie zanim upadnę na dno. Wszystkiego jest już za wiele. Jestem jak zając, który ucieka przed strzelbą myśliwego. Nie wiem co się dzieje, gdzie mam się schować, by ten koszmar się skończył.
— Skąd wiesz, że ma mało czasu? — pyta po kilku chwilach, gdy odsuwa mnie od siebie na długość ramion. Kciukami wyciera moje policzki.
— Pogodziłam się z Jules, ale byłam podejrzliwa i przeczytałam jej wiadomości — mówię, nie patrząc na Asha. Chyba trochę mi wstyd. — Tam było coś dziwnego. Ktoś chciał się z nią spotkać o północy w ruinach, mówił, że ma informacje o jakiejś Annie. Jak to przeczytałam… musiałam dowiedzieć się o kogo chodzi! — podnoszę trochę głos, chcąc się wytłumaczyć. Jego wzrok ma taki wyraz, jakby Ash chciał powiedzieć: " czy zawsze musisz się w coś wpakować?".
— Mów dalej. —  Rowley wydaje się być bardziej spięty, obawia się do czego zmierza ta rozmowa.
— Jules spotkała się z Aleksynem, który powiedział, że Anna jest przetrzymywana i ma już mało czasu. — Poczułam, że łzy mnie zaślepiają. Szybkim ruchem dłoni ścieram je z twarzy. — Wypowiedział moje nazwisko. Wiem na pewno, że to zrobił — tłumaczę. Rowley pociera palcami kark.
— Posłuchaj Ellen. Anna... — wzdycha ciężko, jakby nie chciał kończyć tego zdania — faktycznie została porwana — przyznaje z oporem. — Trwają poszukiwania i wierzę, że nie będą się ciągnąć długo.
— To brzmi tak, jakbyś miał nadzieję, że odnajdę ją już tylko martwą — głos mi się załamuje.
— Znajdziemy ją — mówi z mocą.
— Czyli, że i ty jesteś w to wszystko zamieszany? — krztuszę się. Ash spuszcza wzrok i przeczesuje włosy. — Nie mogę w to uwierzyć! Przez ten cały czas… okłamywałeś mnie!
— Ellen, uspokój się. Nie okłamywałem cię, starałem się utrzymać to w tajemnicy dla twojego dobra — tłumaczy, ale ja nie mogę uwierzyć.
— Jesteś... Byłeś jedną osobą, której w pełni ufałam, która mnie nie oszukiwała! — Krzyczę mu w twarz. — Przecież gdybym wiedziała od początku, co jest grane, mogłabym pomóc. Zrobić cokolwiek, zamiast bezczynnie siedzieć!
— To by w niczym nie pomogło, Ellen. Nie zniosłabyś prawdy... — jęczy ze zmęczeniem w głosie. — Nie jestem pewien, czy nawet teraz jesteś na nią gotowa… —Zrezygnowany opada ciężko na krzesło przy biurku. Wzrasta we mnie tak wielka nienawiść do niego, do ojca, który nic mi nie zdradzał, do tej przeklętej szkoły, która miała tylko odwrócić moją uwagę.
— Skoro uważasz, że nie jestem na tyle dojrzała — warczę rozjuszona.
— Nie o to chodzi! — przerywa mi gwałtownie. — „Wszystko”, jak to ujęłaś, jest bardzo trudne do wyjaśnienia i…
Zapada cisza.
Wyczekuję jego słów, które nie nadchodzą.
— Wszystko się komplikuje… — dodaje Ash i pochyla się do przodu, chowając głowę w ramionach. Jest bardzo przybity. — Posłuchaj mnie… — Wstaje, patrząc mi w oczy. Czuję, jak jego ciepła dłoń zagarnia moją. — Od teraz musisz na siebie uważać. Nie rozmawiaj z nieznajomymi, wracaj od razu do pokoju — instruuje. — Obiecuję, że będę na twoje każde zawołanie. Przepraszam za całe zamieszanie i moją nieobecność w ostatnich dniach — mówi z żalem.
— Uważasz, że możesz wszystko zmieść pod dywan, że zapomnę? — Moja złość nie mija. Wyszarpuję swoją dłoń z jego uścisku i zaczynam wściekła krążyć po pokoju. — Masz rację, wszystko jest bardziej skomplikowane, niż myślałam kiedyś. Jules spotkała się z Aleksynem, ale nie wspomniałam ci o czymś jeszcze —  dodaję z dziwną satysfakcją. —  On wyłonił się z tych przeklętych drzwi w ruinach, Ash. Widziałam to, ten blask i żar, który od nich bił. Miałeś rację, to jest portal do innego świata —  unoszę dłonie, przyznając mu rację. Nie mogę odgadnąć jego spojrzenia. Czy jest w szoku? Czy właśnie oblał go strach? Uspokajam się trochę i postanawiam usiąść na krześle, które wcześniej zajmował Rowley.
—  Nie wiem, co mam ci odpowiedzieć — przyznaje zmęczonym głosem, nie spuszcza ze mnie wzroku. Widzę w jego bursztynowych oczach żal i przeprosiny. Dociera do mnie, że on także jest przytłoczony sytuacją.
— Błagam... wytłumacz mi o co w chodzi. Opowiedz mi wszystko, bez omijania szczegółów, nawet z drastycznymi elementami.
— To jest zbyt obszerne, aby tak po prostu to wytłumaczyć. Boję się, że nie dam rady.
— Proszę cię, przestań. Wszyscy tak mówicie, a ja kręcę się wkoło, bo nie rozumiem tego, co się dzieje — odpowiadam z nadzieją, że zrozumie. 
Rowley wzdycha ciężko i siada na swoim łóżku, opierając plecy o ścianę. Ja wstaję z krzesła i zajmuję miejsce obok niego. Jestem gotowa na wszystko, cokolwiek by to nie było. Błądziłam w ciemnościach wystarczająco długo. Szukałam prawdy i choć nie mogłam jej dotknąć, to czułam, że czai się tuż za rogiem. Przepełniało mnie pragnienie by rozwiązać zagadki. Mam za sobą okresy wiary i zwątpienia. Teraz jednak nadszedł czas, bym zrozumiała całą historię.
— Wolisz stopniowo, czy brutalnie? — Spogląda na mnie badawczo. Myślę przez kilka chwil.
— Sam zdecyduj, jak będzie ci najwygodniej.
Ash wzdycha ciężko i zawiesza wzrok na przeciwnej ścianie.
— Wszystko, co wydarzyło się w ciągu tych kilku tygodni ma swoje przyczyny — zaczyna, a w jego głosie słyszę jakąś ciężką nutę, jakby wiedział, że wychodzą z tego pokoju już nie będą tą samą Ellen Prescoth. — Nie przesadzam, mówiąc, że większość rzeczy w twoim życiu ma konkretną przyczynę. Jednak, jeśli mamy zacząć od początku to... Nigdy nie nazywałaś się Ellen Prescoth, to tylko imię zastępcze, żebyś nie odróżniała się od ludzi tutaj.
Zalewa mnie fala gorąca, a w gardle pojawia się ucisk, jakby ktoś ściskał moją szyję z wielką siłą. Odwracam się do Asha i z napięciem obserwuję jego skupioną twarz.
— W rzeczywistości od zawsze twoim imieniem było termoriańskie słowo, które nadała ci Hydra, imperatorka Termoru.
— Ivaso... — szepczę, chociaż mam wrażenie, że jestem oddalona o milion kilometrów, że to wcale nie ja teraz siedzę obok Asha Rowleya. To się nie dzieje naprawdę. Spoglądam niewyraźnie na przyjaciela, który kiwa głową potwierdzają moje przypuszczenia. — Ale przecież... Co z mamą i tatą, przecież oni są moją rodziną. — Rowley, widząc przerażenie w moich oczach, sięga po moją dłoń.
— Zaraz wszystko wyjaśnię. Posłuchaj, musisz zostać przy zdrowych zmysłach, bo inaczej będzie po nas. — Potrząsa mną lekko.
— Co masz na myśli?
— Ivaso... Ty, niegdyś... — duka, zastanawiając się jak odpowiednio ująć myśli w słowa. — Ivaso stała się najgorszym stworzeniem, jakie miałem okazję obserwować. Gdy się wściekła, nikt nie mógł nad nią zapanować, była nieobliczalna i krwiożercza.
W ustach Asha te słowa stają się wręcz jadem, jakby wypluwał jedno po drugim z wielkim obrzydzeniem. Przełykam ślinę, gdy orientuję się, że on przecież mówi o mnie.
— Czy ja?... Ja krzywdziłam ludzi?
Rowley opuszcza głowę, ale czuję, że w tym samym czasie zwiększa uścisk mojej dłoni.
— Nie jest ważne, co było kiedyś. — Podnosi wzrok. Jego oczy patrzą na mnie z taką wiarą, że dziwne ciepło nagle napełnia mnie od środka. Ash na prawdę we mnie wierzy. — Musimy się skupić na tym, co jest teraz. Sama wiesz jaka jesteś, masz dobry charakter, nie jesteś taka, jak...
— Kiedyś? — kończę, patrząc mu w brązowe oczy.
— Nie jesteś taka, jak ona — poprawia mnie i znów czuję jego ciepło na mojej dłoni.
— Jak to się stało, że jestem teraz... normalna?
— Muszę zacząć całą historię od początku, bo urywkami stworzę tylko więcej pytań w twojej głowie.
Kiwam głową i obserwuję, jak Ash znów odwraca ode mnie spojrzenie i z poważną miną kieruje je na ścianę. — Licząc czasem ziemskim, pojawiłaś się kilkaset lat temu. Byłaś własnością Hydry i Octaviusa, to byli... są twoi prawdziwi rodzice.
Mimo, że wciąż siedzę na miękkim materacu, to mam wrażenie, że tak na prawdę zaczynam parować, niczym podgrzana woda. Znikam, rozpadam się na miliony kawałeczków. Moja tożsamość wsiąka w ściany dookoła. Zapadam się w sobie.
— Zostałaś nazwana Ivaso, co w naszym języku znaczy "czyste zło". Od początku twoje przeznaczenie było ustalone. Miałaś zostać dowódcą wojsk, gdy skończysz osiemnaście lat. Twoim zadaniem było zasłużyć na nadane imię. Dosłownie. — Ash wciąż na mnie nie patrzy. Chcę przerwać krótkotrwałe milczenie, jednak on kontynuuje. — Nie wszystko jednak poszło po ich myśli. — Rowley odwraca głowę do mnie. — Nie przewidzieli pewnych szczegółów w swoim planie.
— To znaczy?
— Ty nie jesteś zła. Nie w pełni.
Mrużę oczy w zastanowieniu. Nie wiem, co mam myśleć o tym wszystkim. Uderzają mnie wszystkie informacje i nagle czuję, że przecież to są tylko słowa. Nie mam żadnego potwierdzenia.
— Twoja natura miała być kształtowana od małego, ale byłaś bardzo odporna na wszystkie okropieństwa, których cię uczono. Byłaś księżniczką Termoru i właśnie to w tobie ujrzałem za pierwszym razem, szlachetność, cechę którą posiadają największe koronowane głowy.
— Poczekaj... Kiedy to było? Gdzie się pierwszy raz poznaliśmy? — Wszystko zaczyna mi się mieszać. Nie poznałam Asha przed sklepem w gorący, sierpniowy poranek. Przypominają mi się wszystkie te momenty, gdy czułam dziwne déjà vu. Pamiętałam błysk w jego oczach, bo już go widywałam. Znałam Asha jeszcze dawno przed naszym pierwszym spotkaniem. Jakkolwiek bezsensownie to brzmi.
— Pamiętasz, gdy ta siła odrzuciła nas od siebie w ruinach? — Kiwam głową. — Widziałaś wtedy scenę, prawda? Ja też miałem okazję znów ją zobaczyć. To właśnie ten moment. Wtedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Mieliśmy po siedem lat i byliśmy z dwóch różnych środowisk. Ty, księżniczka ubrana w najpiękniejsze suknie, a ja...
Jego szczęka wyostrza się, jakby przypomniał sobie coś złego. Doskonale pamiętam tego chłopca. Był wyrzutkiem i biedakiem, którego z pewnością zmuszano do żebrania na ulicy. Podnoszę dłoń i kładę ją na ramieniu Asha, który się otrząsa z dziwnego otępienia. Chciałabym go teraz przygarnąć do siebie, jednak powstrzymuję się.
— Stałem się twoim zakazem. —  Na jego ustach gości półuśmiech. — Nigdy tego nie oczekiwałem, ale polubiłaś mnie, wiesz? To właśnie była rzecz, której oni nie przewidzieli, że będziesz w stanie kiedykolwiek kogoś lubić, a co dopiero kogoś takiego, jak ja. Zostaliśmy przyjaciółmi i tak naprawdę dorastaliśmy razem, spotykając się po kryjomu. — Spogląda na mnie z dziwną tęsknotą w oczach. — Wymyślaliśmy sobie nawet fałszywe imiona, snując plany o tym, że kiedyś uciekniesz z pałacu i zostaniesz ze mną. Nazywałem cię Eleonorą, a ty mnie Ashlonem. Stąd wzięło się twoje teraźniejsze imię, ja byłem jego pomysłodawcą niegdyś. — Uśmiecha się niewyraźnie. Jednak zaraz potem spuszcza głowę. — Zakochaliśmy się — szepcze, a jego głos brzmi, jakby w końcu miał okazję powiedzieć coś, co od dawna leży mu na sercu. Mnie zalewa fala gorąca i zimna jednocześnie. W końcu mam jasność, dlaczego Ash tak się zachowywał przez ten cały czas. Starał się przebywać w moim towarzystwie, chciał być moim przyjacielem. Dziwnie się czuję z myślą, że my dwoje kiedyś... Czy mogłabym teraz dać mu to, za czym tęskni, czego ode mnie oczekuje? Czy byłabym w stanie? Nagła fala myśli i emocji sprawia, że wyrywam dłoń z jego uścisku. Nie wiem, czemu to robię, chyba po prostu panikuję.
— Nie chcę by cię to przytłoczyło — mówi Ash, a ja wyraźnie wyczuwam smutek w jego głosie.
— Ja nic z tego nie pamiętam, Ash — mówię ze szczerym żalem. Byłoby mi znacznie łatwiej, gdybym miała choć kilka wspomnień z dawnego życia. Tymczasem w mojej głowie pustka. Wiem, wszystko o Ellen, ale nic o Ivaso.
— Wiem... Proszę, powiedz mi, gdy zechcesz, abym skończył mówić. Na jeden raz to na prawdę dużo.
— Jest w porządku. — Czyżbym próbowała przekonać samą siebie? — Dlaczego nie uciekliśmy, tak jak zakładał plan?
— Sytuacja stała się skomplikowana — wzdycha. — Twoi rodzice, a raczej twoja matka, Hydra dowiedziała się o naszej znajomości, gdy mieliśmy szesnaście lat. Zrobili ci pranie mózgu... Musisz wiedzieć, że Ziemia, Termor i Kryształowe Miasta są połączone ze sobą poprzez siłę, trzymającą wszystko w odpowiednich miejscach. Ta siła to pollux, który przenika nasze światy i zostawia w nich energię. — Ash wzdycha, widząc moją zdezorientowaną minę. — To coś, jak grawitacja. Pollux pilnuje, by nasze światy się nie zderzyły, by były na swoich pozycjach, a jednocześnie dzięki niemu możemy przenosić się z jednego miejsca, na inne, rozumiesz już?
— Staram się. Wspomniałeś coś o Kryształowych Miastach, czy to stamtąd pochodzą Klariusze?
— Dokładnie tak — uśmiecha się, wiedząc, że coś załapałam. — Widzisz, Termor to takie miejsce, gdzie pollux przepływa bardzo intensywnie, zostawia wręcz całe fale energetyczne. Twoja matka, Hydra bardzo sprytnie je wykorzystała, by tobą sterować, wpływać na twoje ukształtowanie. Tak, jak mówiłem, wyprała ci mózg, wyrzuciła z niego wszystkie dobre wartości i odwróciła je. Stałaś się w rzeczy samej tym, co chciała stworzyć. Wykreowała cię na czyste zło.
— Skrzywdziłam cię? — pytam, gdy Ash milczy przez dłuższą chwilę.
—  Zrobiłaś wiele złego, ale już mówiłem, to nie jest ważne, nie byłaś sobą.
— Mogłam to jakoś powstrzymać. Na pewno próbowałam! Znam siebie, nie poddałabym się tak łatwo.
Ash uśmiecha się smutno do mnie.
— Próbowałem cię ocalić. Zrobiłem na prawdę wiele.
Pocieram jego ramię pokrzepiająco.
— Co z moimi rodzicami tutaj? Przecież nie czuję wobec nich niczego innego, niż kilkadziesiąt minut temu. Kocham ich i zawsze będę, nic tego nie zmieni. — Ash uśmiecha się szczerze.
— Twoi rodzice są ludźmi z krwi i kości. Pracują dla Klariuszy, zostali wybrani, by chronić cię podczas tego życia na ziemi.
— Tego życia?
— Dojdziemy do tego, spokojnie. —  Poklepuje moje udo.
— W społeczeństwie jest dużo Klariuszy, którzy mają swoje zadania. Jules, Trevor, Morgan, Mara... Oni wszyscy są pod przykrywką, by cię chronić.
— Mara? — pytam dla pewności. Moje myśli zaczynają galopować z niewyobrażalną prędkością. — Czyli, że nie była moją siostrą? — Czuję ucisk w gardle.
— Niestety...
Moja siostra, najdroższa przyjaciółka? Ona nie była prawdziwa? Bzdura... Kimkolwiek by się nie okazała, ona zawsze będzie najbliższą mi osobą. Nie ważne dla kogo pracowała, czy w ogóle była człowiekiem. Naszej relacji nic nie zmieni.
— Czy ona?...
— Tak, zginęła na posterunku — przyznaje smutno Ash. — Była jedną z najlepszych.  
— Ale przecież... Ona zawsze była ze mną, od dziecka. Mam jej zdjęcia, gdy była dzieckiem.
—  To jedna ze sztuczek, którą przystosowali Klariusze. Mogą zmieniać swój wygląd, być kimkolwiek chcą. Mara zastosowała tą umiejętność, by zmienić się z biegiem czasu.  Wszystko było idealnie wymyślone, byś niczego nie podejrzewała.
Zapada cisza, a ja gorączkowo przetwarzam informacje, bo brakuje mi najistotniejszego szczegółu.
—  Tylko po co to wszystko, skoro niczego nie pamiętam z życia Ivaso? Opowiedz mi jak to się stało, że wylądowałam tutaj, jako Ellen Prescoth.
Ash waha się przez kilka chwil. Widzę, że już otwiera usta, ale zaraz potem ponownie je zamyka. Przeciera opuszkami palców powieki i bierze głęboki wdech.
— Nie wiem, czy jestem w stanie to wszystko opowiedzieć na spokojnie — mówi w końcu, nie patrząc na mnie. Marszczę czoło zdziwiona. Przed chwilą bardo chętnie mi wszystko tłumaczył i teraz nagle się zamyka? Nie rozumiem.
— Skoro już tyle wyjawiłeś... Spróbuj zakończyć — nakłaniam go z pokrzepiającym uśmiechem.
— Przepraszam cię. Jestem bardzo zmęczony, jest strasznie późno. — Wyraźnie widzę, że próbuje się wykręcić. Czyżby miał coś do ukrycia po tym wszystkim co powiedział? — Idź do biblioteki w Middleham i poszukaj książki miejscowej etnografki Pauline Killoran. Tam spisała miejscowe legendy. Wszystkiego się dowiesz z tej książki.
Kilka chwil później stoję na korytarzu w internacie chłopców i próbuję ogarnąć, co właśnie miało miejsce. Czy Ash Rowley właśnie zamknął mi drzwi przed nosem? Po tych kilku dobrych godzinach rozmów i wyjaśniania mojej mrocznej przeszłości, teraz on ostentacyjnie wypycha mnie z pokoju? Z jednej strony wzbiera we mnie złość, że nie ma jaj, by wszystko mi wyjawić. Z drugiej jednak strony... On też bardzo to wszystko przeżywa, nie było mu łatwo powiedzieć wszystko, co wie na mój temat. Koniec końców, jestem mu wdzięczna, bo chociaż spróbował i rozwiał wiele tajemnic. Myślę, że większość tego wszystkiego jeszcze do mnie nie dociera. Ivaso, Hydra, inne światy, pollux... Mam wrażenie, że nagle obudziłam się w bezsensownej fabule, ale jestem w wyjątkowo pokręconym śnie. Nie... To wszystko jest prawdą. Teraz zostaje tylko jeden element puzzli. Musze dowiedzieć się, w którym miejscu go znajdę.

~*~

Zgodnie z poleceniem Asha, udaję się z samego rana w podróż do Middleham. Autobus podskakuje niemiłosiernie na każdym wyboju, a mocny wiatr odbija się z ogromną siłą o szyby pojazdu. Czuję, że zimne powietrze niemal przedziera się przez boki maszyny. Czuję, że już niedługo zima nas zaskoczy.
Gdy obudziłam się dzisiejszego ranka, miałam wrażenie, że cała rozmowa z Rowleyem mi się przyśniła. Tak na prawdę, chciałabym, by wszystko okazało się być tylko moją wyobraźnią. Niestety, nie mogę na to liczyć. Słowo się rzekło wprost z ust Asha. Nie mam podstaw, by mu nie wierzyć. Poza tym, przecież na własne oczy widziałam Aleksyna, który wyłonił się z blasku, to znaczy z innego świata.
Przekraczam próg biblioteki i od razu się krzywię. Zapach starych książek i kurzu przyprawia mnie o mdłości. Czuję jednak, że gdzieś nade mną są otwarte okna i do pomieszczenia wdziera się rześkie, późnojesienne powietrze. Stoję przy mahoniowym blacie recepcji i czekam aż ktokolwiek pojawi się, aby otworzyć główną bramkę, która dzieli mnie przed wejściem do księgozbioru. W międzyczasie rozglądam się dookoła. Pomieszczenie jest doprawdy spore, a sufity są zawieszone wysoko nad moją głową. Myślę, że na wysokości trzeciego piętra. W powietrzu obserwuję wirujące drobinki kurzu, przyprawiają mnie o salwę kichnięć.
— Witam. W czym mogę pomóc? — Pojawia się kobieta w średnim wieku.
— Chciałabym znaleźć pewną książkę — odpowiadam lekko zniecierpliwiona.
— Oczywiście.
Po dosyć długim procesie wyrabiania karty bibliotecznej, w końcu mam przyzwolenia na wejście do środka. Po mojej prawej i lewej stronie zaczynają wzrastać książkowe wieżowce. Idę przed siebie i szukam wzrokiem tabliczek, które mówiłyby o nazwach działów. Dostrzegam je na takiej wysokości, że ledwo widzę litery składające się w słowa: ‘LITERATURA PIĘKNA’, ‘LEKTURY SZKOLNE’. Nigdzie nie widzę działu historycznego, bądź czegoś związanego z kulturą Middleham. Błądzę między regałami i uderza mnie wszechobecna cisza. Jakby w jednej chwili wszystko stawało w miejscu, zatrzymywało się czasie. To dziwne uczucie wciąż mi towarzyszy, gdy z trudem odczytuję następną tabliczkę. ‘ETNOGRAFIA’ — bingo! Wchodzę w alejkę opatrzoną tym tytułem, robi się ciemniej i chłodniej. Światło z żyrandoli już mnie nie dosięga, zostało gdzieś w tyle i alejka tonie w szarościach. Wodzę wzrokiem po półkach, które sięgają prawie pod sam sufit. Ciekawe jak mam tutaj znaleźć jedną, konkretną książkę? Przecież to zajmie mi miesiąc…
Słyszę kroki.
Przebiega mnie dreszcz i odwracam się na pięcie. Jestem sama. Widzę za rogiem poświatę sztucznego oświetlenia. Nieprzyjemna cisza powraca, a ja idę dalej. Słyszę swoje kroki na drewnianych panelach. Zaczynam od półek, które są na wysokości mojego wzroku. Przyglądam się książkom, które do nowych nie należą. Każda jest zniszczona i wydaje się rozsypywać przy najdrobniejszym dotyku. Z trudem rozczytuję napisy na grzbietach. Nigdzie nie widzę nazwiska Pauline Killoran. Z zamyślenia wyrywa mnie szept.
 Ivaso
Przechodzi mnie dreszcz i wpadam w panikę, ale nie mogę tak po prostu uciec! Muszę znaleźć tą przeklętą książkę. Słyszę szelest. Odwracam się gwałtownie. Ponownie nikt. Wydaję mi się, że budynek nagle opustoszał. Rozglądam się dookoła, przeszywa mnie uczucie, że dziesiątki par oczu się mi przypatrują w ukryciu. Co jeśli oni mnie znaleźli? Ludzie Hydry, Termoriańczycy? Rzucam przelotne spojrzenie na półki z książkami. Wszystkie wyglądają tak, jak przedtem. Oddycham głęboko i wchodzę na drabinkę, która pozwoli mi przeszukać wyższe półki. Oglądam każdą książkę dokładnie, by nie ominąć tej jedynej.
Nagły łomot przyprawia mnie prawie o palpitację serca! Odwracam się na przez ramię i widzę stertę książek, które spadły właśnie z półki. Leżą niepozorne, oprócz jednej… Ciężkie tomisko znacznie wyróżnia się na tle cienkich książeczek. Schodzę z drabinki, nie mogąc oderwać wzroku od wyróżniającej się księgi. Jest obita w żółty materiał, ma starodawną klamrę i jest zdecydowanie najstarszą książką jaką w życiu widziałam. Podnoszę ją i stwierdzam, że jest znacznie cięższa niż wygląda. ‘DZIEDZICTWO  I MITOLOGIA — HISTORIA MIDDLEHAM’, odczytuję i widzę pod spodem podpis — Pauline Killoran. Czuję ulgę, że nie będę musiała już przeszukiwać żadnych półek. Podchodzę do stolika i kładę tomisko na blacie. Klamra jest mocno zapięta, więc siłowanie się z nią zajmuje mi chwilę czasu. Gdy ją otwieram uderza mnie zapach starego papieru, a w oczy rzuca się czerwone, kaligraficzne pismo. Nie jestem w stanie ocenić wieku książki, ale z pewnością nie jest z tego stulecia… Delikatnie przewracam kolejne strony i przyglądam się kształtnym literom spisanym ręcznie. Kobieta miała kunszt w dłoni…
„Historia miasteczka Middleham rozpoczyna się u schyłku XVII wieku…”, czytam, ale dział historyczny mało mnie interesuje. Przewracam kartki, aby znaleźć coś bardziej interesującego. ‘LEGENDY’, ten nagłówek przykuwa moje zainteresowanie.

„Jedną z najbardziej szlagierowych opowieści przekazywanych z pokolenia na pokolenie jest bajda o ludziach cienia, zwanych Termorjańczykmi. Historia opowiada o waśniach pomiędzy tymże ludem, a Klariuszami, nazwanymi tak od swojej nieskazitelności, albowiem wywodzą się z Kryształowych Miast, gdzie krzewi się dobroć serca i sprawiedliwość.
Klariusze z Octaviusem na czele oraz Termoriańczycy pod hegemonią Hydry Imperatorki, byli częścią Triumwiratu — umowy o współpracy i zadaniach poszczególnych światów, do którego należała także Ziemia. Takie połączenie wymiarów nazwano Trójświatem. Pokój i rozkład sił nie trwały jednak długo. Termor zapragnął całkowitej władzy. Hydra, imperatorka świata cieni uknuła plan, by porywać i wcielać do swojej armii ziemian. Octavius nie mógł patrzeć na to z biernością. Zagrożenie rosło z każdym wschodem słońca. Tak zaczął się konflikt, który zachwiał spokój w Trójświecie. Triumwirat także uległ wkrótce rozpadowi, pozostawiając wszystkie trzy światy same sobie. Chaos nie trwał długo. Hydra szybko zyskała przewagę nad resztą Trójświata i wykorzystując polluxa, zawładnęła umysłem władcy Kryształowych Miast. Octavius, wbrew swojej woli został całkowicie podporządkowany Termorowi. Imperatorka cieni wkrótce powiązała go ze sobą węzłem małżeńskim i tym sposobem zawładnęła jego duszą, a także przejęła władzę nad Klariuszami. Bunty i wielka wojna sprawiły, że Hydra musiała zrezygnować ze zwierzchności nad Kryształowymi Miastami, którzy wybrali nowego władcę. Wkrótce po tym w Termorze pojawiła się Ivaso, pierworodna córka Hydry i Octaviusa. Dziecko stało się od tamtej pory zasadniczym planem przejęcia wszechwładzy przez Termor".
 Ivassso
Syk o mały włos nie wywołuje u mnie zawału. Czuję gorąco na całym ciele i lustruję spojrzeniem przestrzeń, ale nikogo nie widzę. Coraz bardziej zastanawiam się, czy aby nie zwariowałam. To imię prześladuje mnie niczym omen śmierci! Za każdym razem wróży coś niedobrego. To moje imię — przypominam sobie. Jestem chyba jedyną osobą na świecie, która boi się własnego imienia. To, że się z nim nie utożsamiam to już inna sprawa. Nie pozwalając sobie zatracić się w myślach, ponownie zaczynam czytać dalszy ciąg historii autorstwa Pauline Killoran.
"Ivaso jednak okazała się być przeciwieństwem czystego zła. Wszystko przez fakt, iż w jej ciele płynęła krew zarówno Termoriańczyków, jak i Klariuszy. Okazała się być jedyna w swoim rodzaju, niezwykła. Była pierwszą istotą, która pochodziła z obu światów jednocześnie, co czyniło ją zdolną do wielkich rzeczy. Klariusze, słysząc o niezwykłości tego dziecka, pokładali w niej nadzieję, że pewnego dnia wyzwoli Trójświat z pod okrutnego terroru Hydry. Nie doczekali się jednak tej chwili.
Nie minęło wiele czasu, a imperatorka w końcu przejrzała, że jej własna córka nie odpowiada wzorcowi w głowie matki. Hydra postanowiła ponownie użyć swojej najcenniejszej broni — polluxa, by móc ukształtować Ivaso według swojego zamysłu".
Szybko lustruję dalszy tekst, w którym jest dużo szczegółów o kontrolowaniu mojego umysłu przez Hydrę. Wszystko idealnie pasuje do określenia, które użył Ash — Hydra wyprała mi mózg, dosłownie. Bardzo ciężko przebrnąć mi przez kolejne akapity, gdyż jest tam opisane wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. Pauline maluje słowem obrazy mordów i innych okropności, które są moją sprawką. Na kolejnych stronnicach pokazane są nawet ryciny przedstawiające powyginane w dziwnych pozycjach ciała, poderżnięte gardła i powyrywane kończyny, spalone domy, wiszące na płotach głowy, naszyjniki z uszu, palców, czy zębów. Nie mogę już na to patrzeć i szybko przewracam wszystkie kartki z rycinami. Napotykam na kolejne linijki tekstu.
"W dniu osiemnastych urodzin, Ivaso objęła władzę nad armią Termoru. Miała siłę, reputację i respekt nawet najodważniejszych wojowników. Nawet pierwszy generał armii, Sakar Welstor był całkowicie jej poddany. Miał stać się wkrótce jej teściem, gdyż Ivaso zgodziła się wyjść za mąż za jego syna kapitana Lewala Welstora".
Lewal Welstor? Przed oczami od razu staje mi scena w lesie, gdy podczas nocnej imprezy poznałam kuzyna Asha. Miał tak samo na imię, był bardzo pewny siebie, arogancki i na pewno miał jakiś związek z Ivaso. Teraz okazuje się, że nawet dość bezpośredni. Po plecach przechodzą mi ciarki na wyobrażenie, że mogłabym być z kimś takim, jak Lewal Welstor.
"Zdawać by się mogło, że Ivaso tylko czekała na objęcie władzy nad wojskiem. Hydra nie przypuszczała, że jej działania przyniosą taki skutek. Jej córka zbuntowała się wobec imperatorki i zapragnęła objąć całą władzę. Niektórzy mówią  jaka matka, taka córka, lub że jabłko spada niedaleko od jabłoni. Te określenia mają tutaj rację bytu. Ivaso pragnęła jeszcze większej władzy. Posunęła się nawet do napaści na Kryształowe Miasta. Wybiła wtedy dziesiątki wiosek, zamordowała tysiące Klariuszy, zaskoczyła ich w środku nocy. Nie miała litości".
Czuję niewyobrażalny ucisk w gardle. Jak ja mogłam to zrobić? Do oczu napływają mi łzy, które jednak szybko ścieram, zanim zaczną kapać na stronnice książki. Nie byłabym przecież zdolna do takich zbrodni! Nagle przypominam sobie bójkę w internacie. Wracają do mnie sceny, jak okładam pięściami bliźniaczki. Wtedy wpadłam w furię... Nie kontrolowałam się, ale czy byłabym w stanie je zabić? Teraz na prawdę tego nie wiem. Pamiętam, co czułam, okładając Liv i Monette, to była wręcz żądza mordu. Wzdrygam się na samą myśl o tym, co mogłoby się stać, gdyby wtedy Trevor mnie nie znalazł.
"Nikt nie mógł powstrzymać Ivaso, która posunęła się nawet do zamachu na swoją stworzycielkę. Próbowała zamordować Hydrę, by osiągnąć swój cel i zdobyć całkowitą władzę. Nie chciała, by ktokolwiek stał jej na przeszkodzie. Niestety, jej plan był zbyt ambitny. Nie udało jej się dokończyć dzieła. Została wkrótce pojmana i skazana na poćwiartowanie, by nikt nigdy nie próbował jej przywrócić. Mimo patowej sytuacji, Ivaso zbiegła z więzienia i znalazła kryjówkę u starego przyjaciela. Jednak nie wróg, a przyjaciel zwykle zadaje największe cierpienia. Owy Termoriańczyk wydał schronienie Ivaso. Jednak nie zrobił tego na rzecz Hydry i Termoru, przekazał ją w ręce Klariuszy. Po masakrze w Kryształowych Miastach pokładali wciąż nadzieję, że kiedyś nastąpi cud. Chcieli ją chronić. W tym celu zgotowali klątwę rzuconą na córkę cieni. Wysłali ją wśród ziemian, najbardziej prymitywnych stworzeń w całym Trójświecie. Miała stać się jednym z nich, żyć, umierać i rodzić się na nowo. Po tych wydarzeniach, pierwszy raz w historii Termoriańczyk, który wydał Ivaso, został Klariuszem.
Od tamtej pory minęły setki lat. Ivaso pod zmienionym imieniem, wiedzie swój żywot zaklęty w czasie, jest niemal niewidoczna dla Termoriańczyków, którzy wciąż jej szukają. Ivaso w każdym nowym istnieniu, stara się wrócić do swojego świata. Jest wiecznie krwiożercza i żąda zemsty na przyjacielu, który okazał się być jej największym wrogiem. Jej postać jest zaklęta w czasie i przestrzeni. Klątwa skończy się w momencie, gdy odrodzi się powtórnie i prawdziwy charakter ponownie zajmie swoje miejsce w jej wnętrzu. Jednak z biegiem czasu, ze zwiększającą się ilością istnień Ivaso, jej niewidoczność względem Termoriańczyków również przemija. Gdy nadejdzie czas, jej największym wrogiem okaże się ojczyzna".
To koniec opowieści Pauline, nie ma już nic związanego z historią Ivaso. Wciąż nie mogę dopuścić w pełni myśli, że tu na prawdę jest mowa o mnie. O niewinnej Ellen Prescoth, która wiodła nudne życie, dopóki nie przeniosła się do Middleham. Odsuwam się od księgi i uderzam plecami o oparcie krzesła. Czy tekst mówił o Rowleyu? Czyżby to właśnie on udzielił Ivaso schronienia, a potem ją wydał? Potrząsam głową, by odpędzić wszystkie myśli, które na raz tłoczą się do mojej głowy. Myślę, że najwyższy czas odwiedzić ojca i dać znać, że o wszystkim już wiem.
Nagle słyszę za sobą szmer.
Wstaję jak oparzona z miejsca i obracam się, ale za mną nikogo nie ma. Ku swojemu zdziwieniu, widzę, że drzwi do tej części księgozbioru są uchylone. Jestem pewna, że chwilę temu były jeszcze zamknięte! Gasną lampy. Rozglądam się na boki. Moja krew zaczyna się gotować w żyłach. Wszędzie panuje półmrok. Ponownie słyszę szmery, jakby ktoś nieustannie kręcił się w moim pobliżu. Wytężyłam słuch. Mimo, że próbuję być twarda, to czuję, jak moje ciało zaczyna się trząść.
     — Halo?! Kto tu jest? — Nie spodziewałam się, że mój głos jest tak wysoki, przypomina raczej pisk.
Kręcę się wokół własnej osi.
Słyszę kolejny odgłos czyjejś obecności.
     — Nie masz ze mną szans! — krzyczę gdzieś w przestrzeń. Kogo ja chcę oszukać? Przecież wiadomo, że ktokolwiek by się tam nie czaił, to na pewno z łatwością mnie pokona. Obracam głowę i nagle widzę przed sobą czarne oczy, które świecą niebezpiecznie.
     — Na prawdę tak sądzisz? — pyta Lewal tajemniczo, z wrogością. Zaczynam cofać się i plecami uderzam w regał z książkami. Lewal także zbliża się do mnie. Z jego twarzy nie znika cwany uśmieszek. On dobrze wie, że nie mam z nim szans. Jest przekonany, że już wygrał.
     — Zajmę się tobą, kochanie — mówi cicho, dotykając palcami mojej twarzy. Odwracam szybko głowę, by nie mógł mnie dotknąć. — Ivaso, gdzie jesteś? — Nawołuje, jakby Ivaso stała teraz gdzieś między innymi regałami. W tym czasie, pod wpływem adrenaliny i nagłej oceny sytuacji, widzę, że z boku jego spodni, za paskiem ma ukryty sztylet. To moja szansa. — Wychodź szybciutko, gdziekolwiek jesteś! — zaczyna rechotać ochrypłym głosem. Wtedy pod wpływem impulsu chwytam jego ostrze i mocnym kopniakiem odpycham Lewala od siebie. Mężczyzna uderza o przeciwny regał, jednak szybko przytomnieje. — Tak chcesz się ze mną bawić, kochanie? — warczy, a w jego oczach widzę teraz wielką chęć, by zrobić mi krzywdę. Lewal rzuca się na mnie i szybko ląduję na ziemi, przyciśnięta przez jego silne ręce. Zaczynam odpychać go od siebie, kopać ile sił w nogach. Wszystko na nic. Szarpię go za ubranie i w jednej chwili z kieszeni marynarki wypada mu jakiś przedmiot. —  Pożałujesz tego. —  Lewal ściska moją szyję i nie zauważa, że coś zgubił. Zaczynam się dusić, łapczywie próbuję zaczerpnąć kolejny oddech. Kontem okaz zauważam, że tamten sięga po ostrze, które wypadło mi wcześniej z ręki. To już koniec. W ostatniej chwili świadomości, zaciskam palce na pierścieniu, który wypadł mu z kieszeni i chowam go. Walczę o kolejną dawkę tlenu. On na prawdę mnie zabije!
Nagle czuję zalewający mnie chłód, który promienieje gdzieś z okolic brzucha. Potem pojawia się niewyobrażalny ból, jakby ktoś przypalał mnie żywcem. Cholera! Dźgnął mnie!
Lewal bierze sztylet ubrudzony krwią i macha mi nim przed oczami.
— Już zdychasz, kochanie.

Czuję straszny ból, ale też niewyobrażalną wściekłość na człowieka przed sobą. Zauważam, że kałuża krwi rozlewa się po podłodze w zastraszającym tempie. Nagle opadam z sił. Gdzieś w oddali słyszę, że mężczyzna coś do mnie mówi. Ledwo czuję, jak zaczyna głaskać mnie po głowie. Chcę go odepchnąć, zrobić mu krzywdę! Teraz! Nie mam jednak siły... Powieki stają się coraz cięższe... Spoglądam jeszcze na krew, która teraz otacza mnie z każdej strony. Całe morze krwi... Gdzieś przebiega mi ostatnia myśl. Czy ja też kiedyś byłam taka, jak on? Następnie czuję tylko, że Lewal unosi moje ciało, a ja, niczym w stanie nieważkości, odpływam w nieznane.




No to już wszystko wiadomo. Tajemnice zostały rozwiązane. Czy wstrzeliłam się w Wasze teorie i domysły? Piszcie w komentarzach, bo jestem mega ciekawa. Buziaki! xx

7 komentarzy

  1. Siemanko :)
    W moje teorie się wstrzeliłaś, ale nie we wszystkie. To dobrze, bo był element zaskoczenia :D
    Ellen oczywiście nie umrze, bo to byłby koniec opowiadania :( Mam nadzieję, że się obudzi i będzie w pełni ,,sobą'', tzn. Ivaso, ale może trochę odmienioną. Będzie silniejsza i skopie niektórym dupy :P Tak sobie myślę, że Ellen musi ,,umrzeć'', żeby Ivaso wróciła, bo inaczej Lewal by jej nie dźgnął, a tym bardziej nie zabrał ze sobą ;)
    Na razie to tyle z moich teorii spiskowych. Oczywiście czekam na następny rozdział ;)
    Pozdrawiam,
    Nieznajoma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejka, super, że jednak Cię zaskoczyłam! :D To ciekawa teoria z tym umieraniem, muszę się na pewno nad tym zastanowić :D
      Ściskam!

      Usuń
    2. Wiesz, to tylko takie moje gdybanie ;) Już nie chciałam brnąć w jakieś dziwaczne pomysły, które mi w głowie zaświeciły, bo pewnie i tak są dalekie od prawdy, ale kto wie, kto wie.
      Swoje opowiadanie też pisze na bieżąco i jak czasami czytam komentarze to sama się w głowę drapię, że przecież to niegłupie, a ja nawet o czymś takim nie pomyślałam ;)

      Usuń
    3. haha, no dokładnie! Nie myślałam wcześniej o tym, żeby zabić Ellen, by przywrócić Ivaso. :D Jak masz jeszcze jakieś teorie to możesz napisać, może coś ciekawego z tego wyniosę i wpadnie mi jakiś fajny pomysł. :D

      Usuń
    4. Takie rozmowy wolę prowadzić w dyskretnych czterech ścianach mailowych, bo tak na forum to jeszcze spoilery się posypią, i wtedy ja będę ta zła :D

      Usuń
    5. Wysłałam maila na ten sam adres, co poprzednio, bo tylko ten mam :P Jeśli wolisz, aby kontaktować się z tobą na jakiś inny, to nie ma problemu, tylko daj znać ;)

      Usuń
  2. Czekałam aż wszystko się wyjaśni, Ale w życiu nie przypuszczałam takich historii.
    Wow serio wie wszystko super pasuje. Po prostu mega!
    Już nie mogę się doczekać next'a

    OdpowiedzUsuń

© Halucynowaa | WS | X X X